Ksero w bibliotece
Z powodu wieku książek, a także czasem ich wyglądu, niektórych pozycji nie można udostępniać na zewnątrz. Zwłaszcza jeśli dany egzemplarz jest naprawdę cenny, a czasem nawet w przydomowej bibliotece można spotkać prawdziwe białe kruki na półkach. Dobrze, gdy bibliotekarze nie orientują się, co za dzieło posiadają w swoich zbiorach, jeśli jednak zrozumieją, bardzo szybko druk osiągnie status niedostępnego. W takich przypadkach pozostaje wspieranie się na dostępnej w bibliotece kserokopiarce. Prawo autorskie mówi, że nie można kopiować całych pozycji, a wybrane rozdziały; m
a to zapewnić ochronę wydawcom, którzy z powodu ogólnej dostępności kser narażeni są na duże straty, a czasem wręcz na bankructwo, ponieważ nikt nie kupuje książek. W Polsce w cenę papieru wliczona jest opłata za kopiowanie, jednak nie wszyscy właściciele punktów są uczciwi i mówią, ile naprawdę się kopiuje. Co innego biblioteki, w których większość pracowników rozumie, jak drogie są książki, a przy tym potrzebne do nauki czy pracy naukowej. Z tego powodu przymykają oczy na kserowanie nawet kilku pozycji w całości. Zazwyczaj większe, szacowniejsze biblioteki nie pozwalają samodzielnie kopiować, zlecają to osobie obsługującej urządzenie. Jest to też sposób na zarabianie wypożyczalni – w końcu opłata za powielanie jest dość wysoka – 20, 30 groszy, a w przypadku najbardziej szanujących się punktów nawet 1 złoty za stronę. Niektórych czasopism i książek nie wolno z powodu ich wieku w ogóle kserować, a jeszcze inne wypożycza się wyłącznie pracownikom naukowym. Zwykli studenci, jeśli nie są przymuszeni, bardzo rzadko kopiują całe woluminy. Zazwyczaj jednak pracownicy ksera zdają sobie sprawę, jak wygórowane są ich ceny, dlatego zmniejszają wymiary kopiowanej strony, by wychodziły po dwie, trzy na stronę.